sobota, 26 listopada 2016

Live Boldy: The Stag

Macie czasami tak, że włączacie jakiś film, który dawno chcieliście obejrzeć, ale jakoś nie mieliście na to ochotę… I spontanicznie go włączacie, nie spodziewacie się po nim fajerwerków, mimo to włączacie, bo gra tam aktor, którego bardzo sobie cenicie. Już od pierwszych sekund zaczynacie się śmiać. Żarty i wulgaryzmy sprawiają, że nie możecie powstrzymać się przed uduszeniem się na śmierć. I wtedy przychodzi moment kiedy mistakes were made. Coś się w was zmienia, czujecie się inaczej… Wiecie, że wszystko skończy się dobrze, ale czy na pewno tak będzie? Czy skończy się też dobrze dla was?
The Stag doprowadził mnie do łez i przemyśleń. Jak ważna jest przyjaźń, jak małe rzeczy potrafią wszystko zmienić, jak jedno wydarzenie, może wpłynąć na całe wasze życie. Nie chcę tutaj streszczać o czym jest, bo nie w tym celu to piszę.
To miał być zabawny film z jednym z moich ulubionych aktorów… Skończyło się na tym, że nie mogę przestać o nim myśleć, że wylałam potok łez, bo na końcu usłyszałam One zespołu U2. I tak jak jeden z bohaterów powiedział w pierwszych partiach filmu, będziesz płakać słysząc tę piosenkę. Tak właśnie się stało, płakałam, śpiewałam razem z nim. I wszystko sprowadza się do tego, że i film, i ta konkretna piosenka stały się częścią mnie.
Zdecydowanie stawiam ten film na równi z Begin Again czy The Imitation Game.
Jeśli ktoś szuka fajnego kina, z Irlandią w tle, a do tego chce poczuć powiew czegoś nowego w swoim życiu. Polecam :)

piątek, 10 czerwca 2016

Live Boldly: niecierpliwości, odejdź!

„Czy Ty kiedyś zostaniesz gdzieś na dłużej?”

Przeczytałam to już któryś raz. Moje cechy charakterystyczne: niestałość, niewypełnianie zamierzonych sobie celów czyli na przykład, prowadzenie bloga. Nie ukrywam, że zawsze miałam problem z systematycznością i nigdy nie potrafiłam zakończyć opowiadania, czy bloga w jakiś sensowny sposób. Tak naprawdę, nigdy nie widziałam końca moich tekstów, bo nigdy ich nie napisałam. Jest w tym coś zabawnego, ale też przerażającego, bo jak to się przekłada na moje życie i wybory?

Co jeśli kierunek, na który pójdę będzie nietrafiony i będę musiała zrobić tak samo jak z opowiadaniami, zakopać je gdzieś głęboko i zacząć od nowa. Tylko tu właśnie zaczyna się błędne koło. Raz w nie wpadniesz, będzie Ci ciężko się wygrzebać. Łatwo to wytłumaczyć na podstawie mojego pisania: kiedy zaczynałam pisać jedno po czasie zaczęło mi się nudzić i pisałam kolejne, i tak co chwila, aż w końcu z lenistwa, bo warto nazywać rzeczy po imieniu, przestałam pisać. Zabrakło mi pomysłów i wiary w moje umiejętności. Tak samo może być z moją przyszłością jeśli dobrze nie zdecyduje, zamknę się w kole. Patrząc teoretycznie uczymy się na błędach, co jest w jakimś stopniu prawdą, jednak praktycznie rzecz biorąc te błędy często się powielają i z pomyłek zamieniają się w rutynę. Objawia się to na każdej płaszczyźnie życia, nawet towarzyskiej czy uczuciowej. Kiedy kogoś poznamy i mamy dobre przeczucie, dzieje się coś co stopniowo zmienia je w same negatywy i nie jest to spowodowane brakiem doświadczenia, a jej nadmiarem. Boimy się, że znów skończy się tak samo, że ta osoba okaże się kopią poprzednich.

Wszystko kręci się wokół strachu, nawet ten brak systematyczności. Należę do osób niecierpliwych, uwielbiam widzieć szybkie rezultaty moich działań, a kiedy ich nie ma zaczynam uważać, że mam pecha i być sfrustrowana. Dlatego od niedawna zaczęłam twierdzić, że to właśnie moja niecierpliwość spowodowała tak wiele upadków w moim pisaniu jak i kontaktach z innymi.

Patrząc na początek powinnam zmienić: moja cecha charakterystyczna: niecierpliwość. I niestety jest to ciężko zmienić, mimo, że się staram.

Odpowiadając na pytanie, postaram się zostać tu jak najdłużej, tak długo jak będę tego potrzebowała.

wtorek, 7 czerwca 2016

Live Boldly: czas start!

"Jeśli chcesz zostać pisarzem, po prostu pisz!"

Ale czy na pewno chcę nim zostać? Czy moją drogą jest pisanie o życiu, miłości i śmierci? Kim tak naprawdę chce być i kim jestem?
Zaczynając nowy etap w życiu, warto zadać sobie to pytanie. Osobiście właśnie tak mam, małymi kroczkami staję się osobą dorosłą. I nie chodzi tutaj o przekroczenie magicznego wieku jakim są 18ste urodziny. W październiku zamierzam studiować na jednej z wrocławskich uczelni i tak naprawdę, nie wiem nic. Nie wiem czego się spodziewać, nie wiem jak to będzie wyglądać, nie wiem czy znajdę mieszkanie, jak będzie wyglądać moja nauka… I mimo, że wiele osób opowiada mi o swoich doświadczeniach to wiem, że ich rady zbyt wiele mogą mi nie pomóc, tylko dlatego, że oni po tym co już poznali, widzą „wkraczanie w nowy etap” inaczej niż osoba, która się do niego niecierpliwie przygotowuje i jest przerażona samą myślą o czymś nowym, pomimo to jak bardzo się z tego cieszy.
Przyznanie się do strachu jest jednym z ważnych kroków na każdym etapie życia. Banie się nie jest niczym złym, ale bardzo niepotrzebnym. Skoro już się przyznajemy do strachu, powinno się zrobić coś czym można byłoby go zwalczyć.
To jest właśnie to co teraz robię. Chcę się podzielić z innymi moją drogą, żeby opanować swój strach i wkroczyć w nowy stan bycia z wysoko uniesioną głową.
Zapraszam Was do mojej podróży, która zapewne będzie wyboista, długa, ale czuję w kościach, że owocna i inspirująca!